Super, kolejny dzień w szkole- czujecie ten sarkazm? Zobaczmy... Co mamy pierwsze? fizyka...- nie ma to jak dobić leżącego... Zamknęłam szafkę i znudzona poszłam pod salę do fizyki.
-Super! Kolejna lekcja z wiedźmą- powiedziałam sarkaztycznie.
-Ostatnio czytałam, że osoby używające często sarkazmu są inteligentne- odpowiedziała Claudia.
-Tym sposobem byłabym Einstein'em- zachichotałam.
Dzwonek rozległ się po całej szkole i w tej samej chwili drzwi pokoju nauczycielskiego się otworzyły, a z nich wyszła najgorsza czarownica z Wielkiej Trójcy Wiedźm.
-A więc przekroczmy bramy raju - szepnęłam do Claudii z sarkazmem, przechodząc przez drzwi pracowni fizycznej.
-Łączmy się w bólu- odszepnęła, ściskając moją rękę, po czym wymieniłyśmy nieznaczne uśmiechy.
Na początek była typowa gadka, że: nie umiemy rozpakować się w ciszy, że jesteśmy najgorszą klasą, że takiej nigdy nie uczyła, itp.
Gdy usiedliśmy, a wiedźma zaczęła dyktować temat, do klasy wbiła dyrektorka. Tak, ona nie wchodzi, nie puka, ona z buta wjeżdża.
-Dzień dobry, klaso. Cześć, Caitlin- uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie, a mój wzrok padł na bruneta idącego za nią- a więc przedstawiam wa Justin'a. Będzie z wami chodził do klasy. A więc, Justin. Będziesz siedział z... Caitlin- *ale tu jest zajęte* pomyślałam- a ty Mariolka, idziesz do Sandry- powiedziała do mojej koleżanki z ławki*nie doceniałam naszej dyrektorki*- Justin, w razie czego trzymaj się Caitlin, ona ci pomoże... Więc miłej zabawy- powiedziała, wychodząc z klasy, najpierw puszczając mi oczko.
*Jeśli ona się bawi w swatkę, to to nie jest śmieszne* pomyślałam, machając do bruneta, który widocznie nie ogarniał, co ma zrobić. Po dwóch lub trzech sekundach, jakby się ocknął, i ruszył w kierunku mojej aka naszej ławki. Lekcja minęła w miarę szybko, a fizyczka starała się być miłą *ale to tylko pozory*.
-Jako zadanie odróbcie zadanie 8, 9... i 11, ze strony 29. Teraz się spakujcie, a ty, Justin, podejź do mnie po dzwonku- powiedziała, a chłopak skinął głową..
-Zaczekasz na mnie??- spytał nieśmiało.
-Oczywiście- powiedziałam, chowając zeszyt.
Zadzwonił dzwonek, a wszyscy wyszli z klasy. Zostałam tylko ja, Justin i wiedźma- brzmi jak scena z horroru.
-Chodźmy- powiedziałam do chłopaka, gdy fizyczka skończyła "przesłuchanie".
-Tak w ogóle, to jestem Justin Drew Bieber- uśmiechnął się.
-A ja Caitlin Hope Jones.
-Co teraz mamy?- spytał.
-Lekcja z wiedźmą numer dwa, czytaj: geografia.
*Nie no, po prostu super* pomyślałam z sarkazmem.
-A kto jest tą numer jeden?
-Ta z fizyki- wytłumaczyłam, przybierając ton, jakbym tłumaczyła 6latkowi, że święty Mikołaj nie istnieje.
-Wydawała się być miła...
-Powiedz mi to za miesiąc- powiedziałam do chłopaka.
-Dyrektorka załatwiła już, że będziemy siedzieć na wszystkich razem- trącił, jakby od niechcenia.
-Okej... A teraz zbliżają się kłopoty- powiedziałam i poszłam w kierunku Claudii, na pożegnanie szepcząc chłopakowi ciche: powodzenia.
-Cześć! jestem Sandra- usłyszałam piskliwy głos naszego szkolnego plastika- usiądziesz ze mną na geografii?
-Jestem Justin- powiedział chłopak, a reszty nie dosłyszałam, bo już byłam przy Claudii.
-I wpadł w macki potwora- powiedziała Claudia dramatycznym głosem, jak na pogrzebie- biedaczek.
-Masz rację- przyznałam.
-Ja zawsze mam rację- uśmiechnęła się niewinnie.
-Nie przeboleję twojej arogancji...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz